Kolarskie klamoty – czyli co tak naprawdę potrzebujesz ze sobą wozić

UWAGA: Ten wpis liczy 7500 znaków i 1200 słów. Czas potrzebny na jego przeczytanie oszacowany przez aplikację to 7 minut i 30 sekund (z tym wstępem 7:45). Idź po kawę/herbatę/yerbę/piwo/co tam chcesz.

Pamiętam zakup swojego pierwszego roweru (komunijnego i kilku składaków nie liczę – chodzi o zakup za swoje, ciężko zarobione pieniądze), był to Kross Hexagon X7 z 2013 roku w biało-czerwonym malowaniu. Pamiętam, że kupiłem go w salonie GoSport w Poznań Plaza i byłem pod wrażeniem, że za 1500zł (był na wyprzedaży posezonowej) dostanę świetny rower na amortyzowanym widelcu SR Suntour, osprzęcie Shimano Alivio i – co najlepsze – z hamulcami tarczowymi. Były co prawda mechaniczne, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia. Gdy wysłałem zdjęcia rodzicom, od taty usłyszałem wtedy coś, co zapamiętam chyba do końca życia, a co nie przestaje mnie bawić odkąd zacząłem trochę bardziej „w kolarstwo”: czy Ty wykorzystasz taki wyczynowy rower? Wykorzystałem. Dojeżdżałem nim do pracy i robiłem standardowe 50km „na-strzeszynek-i-z-powrotem”. Wystartowałem nim w dwóch wyścigach: Pierwszy maraton MTB w życiu, czyli DT4YOU MTB Maraton Oborniki, a dwa miesiące później Gogol MTB w Skokach (możecie pamiętać moje zdjęcia z notatki, którą dodałem na prywatnym profilu tutaj).

Ale dzisiejszy wpis nie ma traktować o rowerach, a o manelach, które ze sobą wozimy. Niektórzy nie wożą w ogóle, inni pakują aż za wiele. Wiecie jak to wyglądało w moim przypadku? W wyżej opisanym Hexagonie nie miałem koszyka na bidon. Seryjnie zamontowane na nim lampki, odblaski oraz dzwonek. Wodę woziłem w plecaku – i to plecaku nie byle jakim, bo był to mój 35 litrowy plecak trekkingowy, który wykorzystałem podczas wędrówek po Tatrach. Wiecie co z nim miałem? Wodę, pompkę i banana lub batona. Do tego klucze do mieszkania i portfel. Poza tym jakieś długopisy, notatnik i inne pierdoły. Dobrze myślisz – nie woziłem zapasowej dętki. Nie myślałem, że kiedykolwiek mi się przyda. Podczas pewnej przejażdżki kierowca BMW zepchnął mnie z drogi na pobocze. Traf chciał, że znajdowała się tam spora dziura, na której dobiłem tylnym kołem. Rozciąłem oponę i zrobiłem typowego „snejka” na dętce. Rower dotaśtałem do Rusałki, gdzie panowie w mieszącym się tam barze użyczyli mi dętki i pomogli z jej wymianą. Po tej przygodzie zawsze woziłem w tym wielkim plecaku dwie zapasowe dętki. Jak się okazało po kilku miesiącach – zbyt małe, bo ja się nie znałem, a sprzedawca w tym samym GoSport’cie mi je polecał (że promocja, dwie w cenie jednej).

Drugiego laczka nie było, sprzedałem Krossa i postanowiłem kupić coś lepszego. Był to Kellys Gate 50 z 2015 roku. Był to ostatni tak świetnie wyposażony model Gate 50, ponieważ prócz mieszanki napędu SLX/XT miał on bardzo dobry widelec Rock Shox Reba. W późniejszych generacjach montowane były już Recony. Rower ten kupiłem z końcem sierpnia, wtedy też zakupiłem pierwsze buty SPD, ponieważ w komplecie z rowerem były pedały Shimano M505 (ciężkie jak pierun). Na rowerze wystartowałem dopiero na Bike Challenge pod koniec września, ale byłem już mądrzejszy – zakupiłem torebkę podsiodłową, w którą zapakowałem dętkę, łyżki i zestaw łatek.

Czegoś dalej brakuje, prawda? Multitool.

Przez zimę wydawało mi się, że pracowałem. Oglądałem wtedy filmy z Nino Schurterem i prócz jakichś zadań na rowerze spinningowym wykonywałem także część z tego, co pokazywał Nino na swoich filmach. W listopadzie dodatkowo zarejestrowałem się na Beskidy MTB Trophy, nie mając zupełnie pojęcia, w co się pakuję. Ale o tym innym razem. Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Przestałem jeździć w 35. litrowym plecakiem. Zacząłem wchodzić w kolarstwo i czerpać z niego pełną gębą. Podpatrywałem innych i wykorzystywałem to u siebie. Teraz tę wiedzę, popartą kilkuletnim doświadczeniem, przekażę Tobie. Będziesz do przodu o kilka ważnych informacyji lub po prostu napiszesz w komentarzu poniżej, że się ze mna nie zgadzasz. Zaczynamy? Jeździłem z 35. litrowym plecakiem. Jeździłem i jeżdżę z 6 litrowym plecakiem Btwin 520. Jeździłem i jeżdżę z torebka podsiodłową w szosie i MTB. Ścigam się… bez niczego. Kiedy używam plecaka 6L z Decathlona? Podczas treningów outdoor, gdzie w środku wożę apteczkę i kilka innych rzeczy, jak trytytki, dodatkowe naboje czy więcej jedzenia, jak w przypadku prowadzenia grupy podczas Ringu Dookola Poznania. Czy polecam to rozwiązanie? No tak średnio, szczególnie, gdy jest bardzo gorąco. Ale o tym może więcej opowie Wam Wojciech, bo on regularnie wykorzystuje plecak na treningach. Kiedy używam torebek podsiodłowych? W zasadzie podczas każdego treningu. Przez ostatnie 2 lata przerobiłem kilka modeli. Moim pierwszym i ulubionym był Topeak Aero Wedge w rozmiarze M, który dodatkowo mogłem powiększyć z 1,5L do 1,7L. Świetna sprawa, bo woziłem tam: – zapasową dętkę (MTB) – zestaw naprawczy do dętek – dwie łyżki – multitool – kilka trytytek – kilka plastrów – tabletkę na alergię – spinkę do łańcucha – telefon komórkowy (ale taki stary, jak kiedyś) – dowód, pieniądze. Sporo, prawda? Całość ważyła tyle samo. Tę samę torebkę, ale w rozmiarze S (1L) wykorzystywałem w poprzednim sezonie w rowerze szosowym. Mieściły się tam dwie dętki szosowe i zestaw podobny do powyższego. Obecnie korzystam z dwóch modeli. Pierwsza to Zefal, o pojemności 0,6L. Mieści się w niej dętka MTB, multitool, dwie łyżki, spinka do łańcucha i rękawiczki lateksowe. Druga to Kross (nie pamiętam modelu, ale taka mała), którą mam w szosie. Zapakowałem do niej jedną dętkę oraz multitool i rękawiczki. Tyle. Torebki wożę ze sobą ZAWSZE*. Nawet, gdy robię 30-minutowy rozjazd bardzo blisko domu.

Od zawsze jednakże jest wyjątek. A są to wyścigi. Adam podczas zgrupowania w Sokolcu powiedział mi coś, o czym w zasadzie wcześniej nie myślałem. Brzmiało to mniej więcej tak: – Po co Ci ta torebka, która waży dodatkowy kilogram, skoro jak złapiesz kapcia czy będziesz miał jakikolwiek dłuższy defekt, skończy sie Twoja walka o dobrą lokatę? A uzupełniając wypowiedź Adama – nawet mając dętkę, spore grono startujących jeździ teraz na kołach bezdętkowych – jestem prawie pewien, że nie wozisz ze sobą kluczyka do wentyla, który musialbyś wykręcić przy zmianie

🙂 I przestałem. Od tamtej pory na wyścigi zabieram ze sobą tylko trzy rzeczy, które pakuję do kieszonek koszulki: – spinka łańcucha – nabój i pompka CO2 – pompka ręczna. Taka malutka. I to podejście jest dobre. O ile masz już wypracowany pewien poziom, który pozwala Ci rzeczywiście podjąć walkę o dobre miejsca Open lub w kategorii wiekowej. Jak widzicie, przebyłem sporą drogę: od 35. litrowego plecaka, w którym nie miałem nawet dętki po bardzo ascetyczne (i ryzykowne) podejście do ekwipunku wyścigowego. A tak naprawdę, rzeczy, które MUSISZ mieć zawsze ze sobą to: – zapasowa dętka; tutaj warto podkreślić trzy rzeczy: – – na MTB wystarczy Ci jedna – – na wyjazd szosowy W GRUPIE wystarczy Ci jedna – – na dłuższy szosowy trening SAMOTNIE zabierz dwie dętki – łyżki do opon – multitool – spinka do łańcucha – pompka – dowód tożsamości, pieniądze. Opcjonalne rzeczy: – przejściówka do wentyla Presta>Shrader (żebyś mógł awaryjnie napompować koła na stacji) – rękawiczki (mogą być foliowe z marketu lub lateksowe) – przydadzą się przy np. spinaniu łańcucha – łatki do dętki – pompka CO2 – zestaw do uszczelnienia opony bezdętkowej (sznurki wulkanizacyjne) – spray uszczelniający – baton/żel (bomba nie wybiera). Od zawsze jest jeszcze jeden wyjątek. Indoor cycling. (taki suchar na koniec, żebyś nie zapomniał popić oraz o tym, jak ważna w Twoim życiu jest woda)I to chyba tyle. Tylko i aż tyle. Nie musisz też wozić niczego, a później prosić kolegów/przypadkowych ludzi o pożyczenie dętki i pompki, albo nieść rower na plecach do domu. Zastanów się tylko, czy warto.

0 comments on “Kolarskie klamoty – czyli co tak naprawdę potrzebujesz ze sobą wozićAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *