Kolarskie koszty – czyli wszystko to, w czym okłamujesz swojego partnera.

Home »  Akcesoria »  Kolarskie koszty – czyli wszystko to, w czym okłamujesz swojego partnera.

Kolarskie koszty – czyli wszystko to, w czym okłamujesz swojego partnera.

Luty 18, 2019, Kategoria: Akcesoria

Ale spokojnie – z tej notatki mąż/żona nie dowie się, że tak naprawdę te karbonowe koła kosztowały 5000 a nie 1500

:)Niedawno usłyszałem takie oto twierdzenie: tanie te całe zawody kolarskie. 60zł, a dostają medal, jedzenie po, jakieś dodatki przed i mają jeszcze zabezpieczoną trasę, jakieś dodatkowe atrakcje, a i wygrają liczniki czy inne lampki!Brzmi fajnie prawda? I prawdą to jest, w rzeczy samej. Bo w rzeczywistości naprawdę tak to wygląda. Za 60-100zł i przejechanie 20-40-60-80km dostaniesz pamiątkowy medal, porcję makaronu na mecie, wodę, owoce, bułki słodkie, ciastka maści wszelakiej i inne bonusy. Nic tylko jeździć te wyścigi. A dodatkowo, jeśli jesteś mocny, Twoim łupem mogą też paść jakieś nagrody – okulary, bony do decathlonu czy części/akcesoria rowerowe. Czad!

I to jest ta część, którą możesz opowiedzieć swojemu partnerowi.Ale jest też ta druga. Niedawno Artur wrzucał na swój fanpage grafikę, na której trzech śmiałków stało na podium. Wszystko pięknie, miejsca od 1 do 3, puchary, wiwaty, nagrody.Pod spodem jednak było to, czego nie widzą ludzie z boku: mordercze treningi, godziny spędzone na siłowni, dopieszczanie wszystkiego na ostatni guzik i tak dalej.I właśnie jedną z tych rzeczy są też koszty związane z zawodami.Bo co z tego, że wpisowe to zazwyczaj koszta rzędu 60-100zł + 10zł za numerek z chipem, który możesz wykorzystać w całej edycji (5-10 wyścigów), skoro jeszcze musisz na ten wyścig dojechać.Powiedzmy, że masz dobrego kolegę, a on dwa uchwyty na rowery na dachu. Albo nieco większe auto, do którego z powodzeniem wciśniecie dwa rowery. Paliwo na pół.Wyścig w obrębie województwa to zazwyczaj do 150km w jedną stronę.300 w obie, więc przy obecnych cenach paliwa i “normalnej nodze” koszta około 120zł. Po 60 na głowę.

Z 60zł robi się 120.

Zupełnie inaczej wygląda to, gdy zasmakujesz startów w górach. One przyciągają. Koszta rosną, ale warto!

Jeździsz dystanse Giga, które zajmują Ci od 3 godzin wzwyż. Zjesz podczas takiego 5 żeli.Jeden żel to po znajomości 7zł, czyli kolejne 35. Pewnie, możesz jeść banany. Ale licz się z tym, że na każdą godzinę wysiłku będziesz musiał zjeść dwa. 4-godzinny maraton to 6 bananów (odliczam pierwszą godzinę, gdzie pojedziesz na zgromadzonym glikogenie). Powodzenia w ich transporcie podczas wyścigu. Możesz też we własnym zakresie przyrządzić batony energetyczne. Daktyle, wiórki kokosowe, rodzynki, płatki owsiane, miód, chia, masło orzechowe. Smacznie, ekonomicznie, zdrowo, bo sam wiesz, co tam upchałeś. Pozostańmy jednak na razie przy tych nieszczęsnych żelach.

Ze 120zł robi się 155.

Musisz się naładować węglowodanami dzień przed. Pewnie zjesz 1kg makaronu lub wykorzystasz metodę Przemka Zawady (masz zjeść tyle makaronu, że na pierwszym świderku będziesz siedział, a ostatni ma wystawać Ci z gardła). Możesz też pójść na pizze, bo widziałeś, że inni tak robią. Lub sam to uskuteczniałeś i wiesz, że służy to Twemu organizmowi. Kolejne 30zł.

Ze 155zł robi się 185.

Dolicz do tego (albo zamortyzuj na cały sezon, będzie łatwiej), elementy eksploatacyjne roweru jak opony, łańcuchy, linki, pancerze, bidony, izotoniki, białko, bcaa i inne pierdoły. Serwis? Częściej niż Ci się wydaje. Albo gorzej – tfu tfu – awarie, pęknięcia i całe zło tego świata, które może Ci się przydarzyć.Żonie/mężowi nadal mówisz tylko o początkowych 60zł.To oczywiście żart (ja też nie mówię).I słowem końca: Tak, możesz to wszystko zrobić inaczej. Możesz zrobić taniej.Nie musisz też startować co 1-2 weekendy w ciągu sezonu. Nie musisz startować w ogóle.Ale chcesz. I mi się to podoba. Bo ja też chcę, Robię to dla siebie i z powodzeniem mniejszym lub większym startuję na własną rękę już drugi sezon. I nie narzekam, choć bywało ciężko. W zeszłym roku na tydzień do Beskidy MTB Trophy nie miałem napędu w rowerze. Ale dałem radę, przejechałem cały wyścig i wróciłem bogatszy o nowe doświadczenia i znajomości.W tym roku miałem nieco łatwiej, bo dzięki wsparciu mojej firmy Traffic Trends mogłem pojechać na wyścig etapowy Bike Adventure.Gdyby nie to… pewnie i tak bym pojechał. Ale dobrze mieć kogoś, kto widzi Twoją pasję i chce Ci w niej pomóc.Czy zrezygnowałbym, gdyby nie było mnie stać? Pewnie nie. Starałbym się zrobić pieniądze, by później wydać je na makaron, medal czy plastikowy puchar, który mógłbym wygrać.

Po co to wszystko piszę?

Dla ułatwienia 🙂

Niedługo wszelkie firmy będą określały budżet reklamowy na 2019 rok. Ty zapewne po przeczytaniu tekstu od Radka na Przepis na trening spróbujesz swoich sił z pozyskaniem sponsora. Tu masz gotowca, gdy zapyta po co Ci jego pieniądze (jeśli taką formę chcesz przyjąć podczas współpracy).A teraz – do roboty!Czy sam szukam sponsora? No pewnie. Ale bardziej partnera do współpracy.Mam już prawie jasno określone cele na przyszły sezon. Wiem, czego będę potrzebował i jakie ambitne zadania stawiam przed samym sobą. To jednak na razie moja indywidualna sprawa. A jeśli chciałbyś je poznać i jakimś cudem chciałbyś zrobić ze mną coś fajnego – wiesz gdzie mnie znaleźć. Albo napisz na dziendobry@damianhliwa.pl – na pewno się dogadamy

:)W ciągu zeszłego czy tego sezonu nazbierałem mnóstwo wspomnień. Zjeździłem Polskę wzdłuż i wszerz, startując od morza po Beskidy. Poznałem rzeszę wspaniałych ludzi. Czy przeliczałem wszystko na pieniądze? Tak. Ile tego było? Dziesiątki tysięcy złotych. Nie, nie żartuję. Ale wszystko co zrobiłem było warte każdej wydanej złotówki.—–A jeśli jesteś partnerem, którego połówka czynnie startuje w zawodach i ma jakąś pasję, przez którą w co drugą niedzielę widujecie się tylko kilka godzin – bądź wytrwały. Niedługo zima, będziecie widywali się częściej

🙂 No i to wszystko nie jest wcale takie drogie

😀 Cześć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *