Przepraszam, dlaczego chciał mnie pan/pani zabić?

Home »  Cośtaminne »  Przepraszam, dlaczego chciał mnie pan/pani zabić?

Przepraszam, dlaczego chciał mnie pan/pani zabić?

Luty 18, 2019, Kategoria: Cośtaminne

Bardzo długo zbierałem się do tego tekstu. W zasadzie pomysł nań tlił się w mojej głowie od początku treningów na zewnątrz w tym sezonie.Teraz pewnie przejdzie bez echa, w związku z bardzo gorącym ostatnio tematem dopingu w amatorskim peletonie.Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o całej akcji – w ciągu ostatnich kilku dni ujawnione zostały dwa przypadki (tak, dwa) osób przyłapanych na dopingu.Jedna dotyczyła niedawno ogłoszonego mistrza Polski, druga byłego mistrza świata. Oba przypadki wyszły na jaw po kontroli antydopingowej.Zdziwiony? Bynajmniej.Do niedawna nie przeszłoby mi przez myśl, że ktoś na amatorskim poziomie może w jakikolwiek sposób się wspomagać farmakologicznie.Od niedawna wiem, że jest to na porządku dziennym. Nie tylko w kolarstwie ale i w innych dyscyplinach. Bo – wbrew temu, co mogą Ci mówić niektórzy – to prostsze niż myślisz

:)Cytując wypowiedź jednej z osób: wystarczy wiedzieć, w jakich proporcjach wymieszać składniki dostępne w aptece. Bez recepty.Albo mieć znajomego „koksa” (ale takiego z siłowni), bo u nich to również na porządku dzienny, jednak z zupełnie innych, nie zrozumiałych dla mnie pobudek.

Ale dziś nie o tym. Dziś o temacie równie poważnym, acz dotyczącym większego grona. O wiele większego, bo w zasadzie każdego, kto porusza się na rowerze po drogach publicznych.A skąd ten tytuł? Bo to w zasadzie najbardziej rozbrajające i wybijające z tropu pytanie, jakie możesz zadać swojemu prawie-zabójcy.O czym mowa?

O wyprzedzaniu na gazetę.

W ten sposób zwykło się – w braci kolarskiej – określać bardzo bliskie wyprzedzenie rowerzysty/kolarza przez pojazd samochodowy.Niekiedy jest to wyprzedzenie na tak małą odległość, że jesteś w stanie poczuć na swoim łokciu (lub dupie), podmuch wiatru wytwarzany przez opór, jaki stawia lusterko samochodowe.I może Ci się wydawać, że to nie problem, bo nikomu nie dzieje się krzywda.Ale wyobraź sobie teraz, że ktoś wyprzedza Cię w ten sposób przy prędkości 50km/h. Ty w tym samym momencie starasz się ominąć jakąś przeszkodę, robisz tzw. rybkę do wewnątrz osi jezdni.Nie żyjesz.
Jedziesz skupiony na rowrze, wnet ze skupienia wyrywa Cię przeciągnięty klakson samochodowy, w tym samym momencie jesteś wyprzedzany.Ze strachu (bo to normala reakcja), lekko manewrujesz na rowerze, dostajesz lusterkiem po dupie. Kończysz w rowie lub ze szlifem.
Jestem kierowcą od ponad 8 lat.Pieszym od 26.Rowerzystą/kolarzem od zaledwie kilku.Jestem w stanie zrozumieć każdą ze stron. Nie potrafię jednak zrozumieć zachowań niektórych z powyższych grup.
I nie mam zamiaru tutaj bronić kogokolwiek, bo każdy może w jakiś sposób zawinić.Dziś jednak chcę skupić się na tej pierwszej grupie, czyli kierowcach, bo to oni w ostatnim czasie najbardziej uprzykrzali mi życie.

Czerwiec. Środowy wieczór, okolice 20.Jedziemy grupą, dwie kolumny. Rowery mieszane, szosa i MTB, więc potrzebujemy nieco więcej miejsca ze względu na szerokość kierownicy MTB (~70cm).Kierowca kończy manerw wyprzedzania zdecydowanie zbyt szybko (ścina), przez co prawie zajeżdża pierwszą parę.Pusta druga, ruch znikomy.Nie rozumiem.
Lipiec. Niedzielny poranek.Mam w planie dystans na rowerze szosowym z kilkoma zadaniami po drodze.Wyjechałem z Poznania, przejeżdżając przez Wiórek słyszę za sobą samochód.Zjeżdżam bardzej do prawej krawędzi, choć tam jest to trudne, bo fragment ten jest niezwykle dziurawy i popękany.Spoglądam w tył, samochód nadal za mną, nie wyprzedza. Przed nam i za nami pusta droga, bo jest 9:20 w niedzielę.Dojeżdżamy do znaku końca terenu zabudowanego i w przypadku Wiórka, kawałek dalej jest znak końca miejscowości.Kierowca wciska klakson i zaczyna mnie wyprzedzać.Nie rozumiem.
Sierpień. Sobota przed południem.Ruchliwa droga nad morze, jadę w kierunku Koszalina od Białego Boru.Zakręty, stosunkowo ciasna droga i ograniczenie do 70km/h.Za mną jedzie Ania. Wyprzedzają nas samochody, lekki podjazd przed samymi Bobolicami.Wtem wyprzedza nas samochód marki Peugeot, jednak robi to w ten sposób, żeby gdybym był zmęczony i jechał z łokciami do zewnątrz (na Froome’a), oberwałbym lusterkiem w łokieć.Nie rozumiem.
Będąc pod drugiej stronie ZAWSZE podczas wyprzedzania kogoś na rowerze zjeżdżam na drugi pas. Nie zostawiam mu przepisowego 1m czy 1,5m. Daję mu o wiele więcej, bo wiem, co dzieje się w głowie, gdy ktoś wyprzedza Cię bardzo blisko.Nie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, w której przejeżdżałbym obok kogoś takiego 70km/h, zostawiając 30cm odstępu.A wyobraźnię mam wybitną (choć czasami nie jestem w stanie objąć swoją tego, w jaki sposób parkują niektózy na moim osiedlu i gdzie znajdują sobie miejsca, więc może nie jest taka wybitna).

I pewnie, możesz mi teraz powiedzieć, że powinienem jeździć po drogach rowerych. Z tym, że… Tych w Poznaniu jest niewiele.Wszystko to, co zgotowali nam drogowcy to ciąg pieszo-rowerowy, czyli najczęściej: brukowana lub (w lepszym wypadku) asfaltowa wydzielona część dla rowerów oraz pieszych.Z tym, że ograniczenie prędkości dla rowerów na tych fragmentach to – jeśli się nie mylę – 20km/h.Prędkości na rowerze szosowym to 30-35km/h, a w grupie o wiele więcej.Dodatkowo, nawet jadąc 20km/h mogę zrobić krzywdę jakiemuś pieszemu/dziecku, które biega samopas i ma gdzieś ów podział na część rowerową i pieszą.Mogę też zabić psa, ponieważ wiele razy spotykałem się z sytuacją, w której ktoś puścił psa na smyczy przez całą ścieżkę. Lub bez smyczy.Jadąc 20km/h doprowadziłbym do dużych obrażeń siebie i np. owczarka niemieckiego. Yorka, mopsa czy shih-tzu zabijam na miejscu.
Dodam tylko, że na rzeczonych ciągach pieszo-rowerowych mało kto jeździ 20km/h

;)Są i ludzie, którzy jeżdżą 40km/h pomimo bruku i krawężników co rusz, bo wydaje im się, że zdążą wyhamować, są mistrzami refleksu lub po prostu w tym miejscu jest akurat segment na Stravie, gdzie chcą poprawić swój czas.
Możesz mi też powiedzieć, że drogi publiczne nie są do trenowania.Dlatego staram się wyjeżdżać jak najdalej od centrum miasta, na drogi, które wiem, że są mało uczęszczane z niskim ruchem.I to się sprawdza. Problem jednak w tym, że muszę do tego miejsca dojechać.Pewnie, mogę samochodem, ale to mija się z celem. I wbrew pozorom zajmuje więcej czasu.

Damian, ale co Ty pieprzysz? Przecież Ty jeździsz na rowerze MTB, więc możesz jechać do lasu.No mogę. Ale większość treningów wykonuję na szosie. Na rower MTB przypadają treningi techniczne i specjalistyczne. Poza tym, zbrankrutowałbym, gdybym robił wszystko na rowerze MTB (napęd 1×12 zużywa się trochę szybciej niż 2×11 – i tak, wiem, że to mój wybór).
A nie możecie sobie trenować tego na jakimś terenie zamkniętym? Piłkarze mają stadiony, Wy pewnie też coś takiego macie.Tak, jest tor w Pruszkowie.Raz w tygodniu w czwartek można też treningowo pojechać na Kolarski Czwartek.A później w niedzielę na jakiś wyścig przy zamkniętym ruchu drogowym.Ale trenując dwa razy w tygodniu niewiele zdziałasz. A gdzieś to robić trzeba.W sumie to nie trzeba, ale ja to lubię.
Możesz też jeździć na rolce/trenażerze/spinningu.Mogę. Ale robiłem to całą zimę. I przez całą zimę czekałem na moment, gdy będę mógł pojeździć na zewnątrz.Pojechać na Tor Poznań.Wyjechać do Karpacza na szosę.Pojechać w góry na Bike Adventure.

To czego Ty w zasadzie chcesz?

By żyło się lepiej. Wszystkim.

Każdy ma coś za uszami.Kierowcy wyprzedzają na gazetę i wymuszaja pierwszeństwo.Rowerzyści/kolarze rozpieprzają się po całym pasie, stwarzając problem z wyprzedzeniem.Piesi chodzą po części przeznaczonej dla rowerów.
Proszę o zrozumienie.Gdy jesteś kierowcą, nie bądź kutasem i wyprzedź tego gościa w ciasnych portkach normalnie, zostawiając mu miejsce.Gdy jesteś kolarzem, zrób miejsce kierowcy. Może miał gorszy dzień i na Ciebie zatrąbi, ale spróbuj go zrozumieć.Gdy jesteś pieszym, idź po chodniku.Gdy wyprowadzasz psa, nie puszczaj go na tej 10 metrowej smyczy przez całą szerokość chodnika.
Gdy jesteś człowiekiem… Bądź człowiekiem dla innych. Traktuj ich tak, jak sam chciałbyś być traktowany.
A, jeszcze jedna sprawa. Z tym spotkałem się w ostatnim czasie kilka razy. Mianowicie – wymuszenie pierwszeństwa.To jest ten moment, w którym nie myślisz o rowerzyście jak o sobie. Nie traktujesz go tak, jak sam chciałbyś być traktowany.Więc nie myśl o tym, że jadący po ulicy koleżka na jednośladzie jedzie z prędkością, jaką jechałbyś Ty.Bo on jedzie szybciej. I nie zdążysz wyjechać z tego skrzyżowania. Bo on nie jedzie 20km/h, tylko 40km/h, bo akurat nachylenie wynosi -1% i ma wiatr w plecy.I wiesz co? Wyjedziesz. Wiem, że to zrobisz.A on wyhamuje praktycznie do zera, tuż za Twoim zderzakiem, rzucając jednocześnie epitetami na lewo i prawo.Bo właśnie kosztowałeś go trochę energii. Teraz od nowa musi rozpędzać rower, pomijając już fakt wymuszenia pierwszeństwa, czyli złamania prawa.
Prawie 9000 znaków.A ja nadal nie wiem, po co to piszę, bo niczego to nie zmieni.Ale jeśli siedziałbym cicho, ja i inni, wtedy dopiero nic się nie zmieni.A tak – może to przeczytasz i przy kolejnym razie w samochodzie/na rowerze/na chodniku zreflektujesz się i pomyślisz o mnie.A później wejdzie Ci to w nawyk (dobre zachowanie na drodze, nie myślenie o mnie, bez przesady). Cześć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *