DOŚWIADCZENIA.

Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz. Czy jakoś tak.
Doświadczenia sprawiają, że możemy spojrzeć na coś z innej perspektywy. Te same doświadczenia mogą zmienić nasze postrzeganie konkretnych aspektów naszego życia.

Pamiętam, jak pierwszy raz postanowiłem pojechać na Beskidy MTB Trophy. Zupełnie nieprzygotowany, bo dotychczas sądziłem, iż jazda 50km dziennie to trenowanie.


Beskidy szybko zweryfikowały te postrzeganie świata, dając mi jasno do zrozumienia, że nie tędy droga. Dały mi też coś zupełnie dotychczas nieznanego – doświadczenie. A doświadczeniem tym była jazda po górach. Takich prawdziwych, surowych. Jeśli ktokolwiek z Was brał udział zarówno w Beskidy MTB Trophy jak i Bike Adventure, powinien wiedzieć o czym piszę. Karkonosze są piękne do jazdy rowerem. Można tam złapać flow i poczuć prawdziwą radość z jazdy.


Beskidy spiorą Ci dupsko na podjazdach, a na zjazdach będziesz błagał, by już się skończyły bo zaraz odpadną Ci ręce.
Doświadczeniem, które stamtąd przywiozłem (poza wstrząśnieniem mózgu), to zmiana perspektywy patrzenia na podjazdy i zjazdy. Te w wielkopolsce zwyczajnie przestały być straszne. I nie chodzi mi tutaj o to, że wtedy przestałem się ich bać. Po prostu inaczej na nie patrzyłem.

Nauczyłem się też inaczej patrzeć na czas w górach. Bo jechałem tam z myślą, że skoro 50km w Poznaniu zajmuje mi niecałe 2 godziny, to 56km w beskidach zajmie maksymalnie 2 i pół. Bardzo, bardzo, bardzo się myliłem. Pierwszy etap (56km i 1800 w pionie jechałem prawie 5 godzin).


Dla lokalsów – kojarzycie te legendy o strasznym kilerze na Dziewiczej Górze i ciężkim janosiku w WPN? Możesz się ich bać, dopóki nie zmienisz punktu odniesienia. A tym może być… w zasadzie cokolwiek. Ciężko mi tu cokolwiek napisać, bo dwa powyższe fragmenty nigdy nie sprawiały, że zapaliłaby mi się jakakolwiek lampka w głowie. Ale myślę, że wiesz co mam na myśli.

Możesz być królem na lokalnych ścieżkach. Zgarnąć wszystkie KOM’y (choć to absurdalne, że tytuł “King of Mountains” można zgarnąć na płaskich fragmentach) w okolicy i jeździć z zamkniętymi oczami po trasach w WPN.
Możesz też wybrać się w góry. Zasmakować prawdziwej jazdy górskiej. Pierwszy raz zawsze boli i możliwe że tak jak ja po Beskidach, będziesz dochodził do siebie przez tydzień.
Ale później nagle te wszystkie górki staną się… nudne.

Pamiętam jak w 2017 roku mieliśmy trening outdoor sekcji MTB nad jeziorem Kierskim.
Podjazdy wydawały się ciężkie, na asfaltowym zjeździe dohamowywałem w zakręcie, a betonowe płyty skutecznie wybijały mnie z rytmu.
Byłem tam w zeszły wtorek i przejechałem dokładnie tę samą trasę. Zastanawiałem się, gdzie podziały się te wszystkie trudne fragmenty.

Pewnie, od tego czasu stałem się lepszy. O wiele lepszy. Ale też więcej widziałem. Podjeżdżałem pod pionowe ściany po kamieniach i zjeżdżałem po podobnych, gdzie wychylenie za siodełko powodowało dotykanie dupą tylnego koła. Jeździłem 70-80km/h na rowerze, dotychczas bojąc się 45-50. Wiem, jak szybko mogę wejść w danym typie zakrętu na konkretnym podłożu, by nie uślizgnąć żadnego z kół. Wiem z jakiej wysokości mogę skoczyć przy swojej wadze na swojej ramie i kołach. Mam większą świadomość, którą przyniosły mi kolejne doświadczenia.


A im więcej doświadczeń, im więcej zobaczysz – tym szerzej będziesz mógł spojrzeć na wszystko. Bo punkt widzenia zależy od tego, co do tej pory widziałeś i do czego możesz to przyrównać.

0 comments on “DOŚWIADCZENIA.Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *