Ile waży koń trojański?

Home »  Trening »  Ile waży koń trojański?

Ile waży koń trojański?

Lipiec 14, 2019, Kategoria: Trening

Sporo z nas dąży do coraz niższej wagi naszego sprzętu. I to jest ok, jeżeli osiągnąłeś już sporo pod względem swojej wagi.

Kupujemy kierownice, sztyce, koła, siodełka wykonane z włókna węglowego. Niekiedy staje się to obsesją. Sam przeżyłem to na własnej skórze, gdy po I starcie w Beskidy MTB Trophy dążenie do zmniejszenia wagi roweru stało się dla mnie czymś uzależniającym. Nie byłem ani mocny ani wycieniowany, ale przy wadze 72kg mogłem sobie na to (w końcu!) pozwolić.

  • Wymieniłem wtedy opony na lżejsze o łącznie 450g.
  • Sztyca podsiodłowa – aluminiowe 330g zamieniłem na carbonowe 180g.
  • Siodełko – 280g na 210g. (obecne waży 250g, bo było kupione po erze szaleństwa)
  • Kierownica – 410g wymieniłem na 290g (wciąż alu)
  • Chwyty kierownicy – 80g wymieniłem na 60g.

I tyle wystarczyło mi na początek. “Zrzuciłem” 800g i wydałem na to jakieś 1000zł. Czy było warto? No pewnie. Miałem lżejszy o prawie 1kg rower, a to było jeszcze przed wymianą napędu z 2×11 na 1×11. Ostatecznie z roweru ważącego 13,5kg zrobiłem 12,7kg. Czy byłem szybszy? Nie, bo chwilę po tym miałem kryzys i przytyłem 9kg… Rzuciłem wszystko “w pizdu”, a swój “lekki” rower wykorzystywałem do przejażdżek z czasami mocniejszymi akcentami. Od tamtej pory sporo się zmieniło.

Na tym samym osprzęcie (z małą zmianą 2×11 na 1×11), pojechałem raz jeszcze w Beskidy. Tyle że super-lekkie opony (Conti X-King i Race King) wymieniłem na powrót na Schwalbe Rapid Rob. Każda z tych opon waży 900g, występuje tylko w wersji drutowej, ale jest pancerna. Dwukrotnie ukończyłem na nich Trophy bez jakiegokolwiek defektu. Na dętce. Pancerność + trochę techniki.

Z tym błotem ważył trochę więcej niż 12,7kg


Następnie pojechałem na wyścig do Kostrzyna, zakładając z powrotem opony Continental. W tamtym okresie mój rower ważył już około 12kg. I wtedy na Kostrzyńskim maratonie pierwszy raz poczułem, że rower mnie ogranicza. Że środek suportu ugina się, gdy naciskam na pedały.

Że jest trochę ociężały.
Że te ciężkie koła (Mavic Crossride), mimo że są super wytrzymałe, rozpędzają się wieki.

Podjąłem decyzję – potrzebuję roweru z carbonu. Ale sam rower to za mało, będą potrzebne jeszcze lepsze koła. Wybór padł wtedy na ZTR Crest mk3, ponieważ:

  • były lekkie
  • za 1400zł kupiłem je na oponach Schwalbe Rocket Ron w najwyższej wersji (535g każda)
  • były już zrobione w systemie bezdętkowym
  • to elementy najdalej od piasty mają największy wpływ na “masę rotującą” (czyli obręcz i opony), a tutaj było to lekkie

Nienawidzę tych kół. Mam je już ponad dwa lata i nienawidzę ich za luz, który bardzo szybko łapie tylne koło. I za pękającą obręcz.

Ale do meritum. Złożyłem sobie sam rower na ramie “Polskiej” produkcji – Accent Peak Carbon 29er, wykorzystując stary napęd oparty o przerzutkę SLX i kasetę Sunrace 11-46, do tego wysłużone hamulce (to chyba nawet nie są Deore), Rock Shoxa Rebę, który został po starym rowerze.

Waga roweru? 9,6kg.

Wydałem właśnie 6000zł, by mieć lżejszy o 2,4kg rower.

Ale wtedy o tym nie myślałem. Był szybszy (lżejsze koła), sztywniejszy (rama carbon) i po prostu fajniejszy. Mimo, że matowego roweru już nigdy nie kupię.

Ale ten SLX słabo działał w napędzie 1×11. I kółeczka przerzutki zjadałem zbyt szybko.

No dobrze, zmieńmy to na Eagle – skoro wszyscy mówią, że Sram taki fajny.

Wiecie jaka jest różnica pomiędzy:

NX Eagle – GX Eagle – X01 Eagle – XX1 Eagle?

Waga. Czyli zastosowane materiały. Mocno upraszczając.

Zasada działania jest taka sama.

Kupiłem więc groupset GX Eagle (bez korby, bo używałem pomiaru mocy Stages Shimano).

Jest piękny. Pięknie pracuje. Nie ma miękkiej gry, kliknięcie i bieg wchodzi. Surowo. Nie jest taki chamski, jak XTR, ale jest wciąż twardy. Kocham ten napęd. Idealne dla mnie połączenie to napęd Sram i hamulce Shimano.

Waga roweru zmieniła się z 9,6kg na 9,8kg, bo kaseta nieco więce waży. Patelnia 50t głównie.

Dzisiaj chciałbym pokazać Ci coś innego. Wagę rzeczy pozarowerowych. Bo nie przyszedłeś tutaj poczytać o tym, ile waży i jak modyfikowałem swój rower.

Na początek małe wtrącenie:

W 2018 roku przed wyścigiem w Głuszycy zastanawiałem się, czy zabierać ze sobą torebkę podsiodłową. Wtedy ktoś znajomy powiedział mi (mimo, że nie liczyłem się jeszcze w stawce nawet pod względem Top30):

  • Po co Ci torebka, która waży 0,5kg w górach. Jeśli złapiesz laczka to i tak przestaniesz się liczyć w walce o podium, więc będzie Ci raczej wszystko jedno. A ona swoje waży.

I mimo tego, że dalsza część, tj. “ktoś na pewno rzuci Ci dętkę, żebyś mógł dokulać się do domu” niekoniecznie wpisuje się w moje odczucia, od tamtego czasu na wyścigi nie zabieram torebki.

Zabieram nabój, pompkę i czasami multitool. To wszystko.

Na Bike Adventure zostałem zapytany o to, czemu jadę bez torebki. “A jak przebijesz oponę?”

Jeśli złapię gumę i mleko tego nie uszczelni, nieważne czy stracę 10 minut na zmianę dętki czy 20 minut na dojście z buta do mety – przestaję się wtedy liczyć w walce o generalke i jedziemy do domu 🙂
Ktoś inny może mieć odmienne podejście, „ja wolałbym założyć dętkę i chociaż ukończyć, przejechać” – ale tutaj wracamy do postu o ambicjach i celach.


Dziś przed wyjściem na rower zważyłem wszystko raz jeszcze. Gotowy?
Rower – 10,3kg (jest cięższy, ponieważ zmieniłem opony z Rocket Ronów na Vittorie Barzo + Mezcal – obie po około 750g).

Torebka podsiodłowa (dętka MTB, multitool CrankBrothers, spinka do łańcucha, 2 łyżki, konwerter wentyla AV>SV, trytytki, rękawiczki nitrylowe) – 492g w opakowaniu Zefal

Bidon – i tutaj jest dosyć ciekawie, bo:

  • 550ml Elite Corsa napełniony wodą – 681g
  • 750ml nie-wiem-jak-się-nazywa ale dawali takie na Koronie Karkonoszy, a niedawno dostałem podobny od Hero – 777g (Big Mouth 3 podobno)
  • 750ml Tacx Shiva – 921g
  • 750ml Elite Fly (ten lekki, zanabylem cztery w tym sezonie) i tu jestem trochę w szoku, bo… 790g. Lekki bidon waży więcej niż ten “big mouth” z KK/Hero

Pomnóż to x2, jeśli masz spalanie podobne do mojego.

  • Garmin Edge 520 z: szybą, etui, linką – 74g
  • Pompka Zefal Micro – 88g
  • Nabój 16g + głowica btwin – 95g
  • Żel – od 30 do 80g
  • Banan – 170g
  • Telefon – 194g
  • Rękawiczki – 54g
  • Okulary – 32g
  • Kask – 292g
  • Klucze – 56g

Skoro wliczyłem kask, powinienem wliczyć także buty, skarpety, strój, pasek HR… Ale bez przesady. Akurat lżejszy kask to też kwestia wygody, bo łeb tak nie ciąży.

Powiedzmy, że wybierasz się na krótszą przejażdżkę – zabierasz dwa bidony po 550ml, banana, żel (wożę zawsze awaryjnie) i wszystko inne z powyższej listy.

Przy moim 10,3kg roweru muszę dodać 2987g. Zaokrąglimy do 3kg.

13,3kg

Dwa bidony Tacx (te cięższe) to dodatkowe 0,5kg – 13,8kg.

Na “lżejszych” bidonach różnica to 300g mniej – 13,5kg

Jak ma się do tego teraz te 120g, które zaoszczędziłem na sztycy karbonowej? No słabo. Ale carbon lepiej tłumi drgania, więc porównywanie tylko wagi byłoby duża ujmą dla tego zakupu. I wyszedłbym na głupka, bo przepłaciłem. Więc powiedzmy, że zapłaciłem za większą wygodę.

Wszystko to wciąż nie ma znaczenia, gdy ważysz 2-3-5-10kg “za dużo”.

Ile to jest za dużo? To już zależy od Ciebie, Twoich predyspozycji, rodzajów wyścigów, jakie jeździsz.

Chodzi mi tylko o to, że czasami nie warto płacić grubych pieniędzy dla oszczędzenia 100g. Chyba, że reprezentujesz poziom światowy. Ale wtedy nie płacisz, tylko jeździsz na tym, co dał sponsor.

Kilka lat temu krążyły legendy jak to Nino Schurter jest w stanie wyczuć pod dupą różnicę 15g. Może i tak było. Ale Ty nie jesteś Nino Schurter. Nie wygrałeś 31 (stan na przed Les Gets) pucharów świata, nie jesteś mistrzem olimpijskim ani mistrzem świata. Jesteś amatorem, który trenuje i ściga się za swoje.

Ale zobacz, że zwykły wybór bidonów, który jest typową, eksploatacyjną zmianą (bo się zużywają, niszczą, gubią), może zaoszczędzić Ci 200g. Tyle, co kupno karbonowej kierownicy za 500zł. Ale jeśli zależy Ci na “marginal gains” możesz iść w ekstrema:

  • wymienić zwykłą dętkę na lateksową (w torebce)
  • odpiąć breloki od kluczy
  • wozić obranego banana 
  • jeździć bez rękawiczek
  • smartfona wymienić na “telefon”

i tak dalej…

Niektórzy wyznają zasadę “więcej sprzętu niż talentu” i choć talent jest kwestią sporną, faktycznie czasami widać “więcej sprzętu niż techniki”. Przykłady – jakikolwiek wyścig MTB, gdzie niektórych paraliżuje na widok trzech wykrzykników na czerwonym tle. Czy rower za 20tys. sprowadza się lepiej niż taki za 10?

Nikomu niczego nie bronię, nikomu niczego nie wyliczam. Jeśli chcesz – kupuj. Ale pamiętaj, że sprzęt sam nie jeździ. 

Boisz się korzeni na zjazdach? Znajdź miejsce, w którym możesz to bezpiecznie ćwiczyć. I tłucz do oporu. Z każdej możliwej strony.

Masz problem z dużymi kamieniami. Ta sama sytuacja. Rower może się trochę zarysować, ale jest w stanie przetrwać o wiele więcej, uwierz mi.

Boisz się hopek, dropów i innych elementów, w których “tracisz kontakt z podłożem”. Identyczna sytuacja. Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Małymi krokami.

Kupno lżejszego, droższego sprzętu nie sprawi, że nagle zyskasz na umiejętnościach.

Dopóki nie osiągniesz wysokiego poziomu, na którym Twój udział w wyścigu to Top5-10, sprzęt jest kwestią drugorzędną. Ma być niezawodny i sprawny – nie lekki i wycieniowany (jak moje pękające obręcze).

A jeśli już chcesz coś zmienić i usprawiedliwiasz to wagą – pomyśl najpierw o rzeczach z powyższej listy. Nawet głupich bidonach, bo np. ja dziś mocno się zdziwiłem, że pomiędzy Elite Fly a Tacx Shiva jest aż taka różnica.

Spark Nino Schurtera 10,07, Thoemus Fluckigera 10,82, a Scalpel Avancini’ego – 9,85kg.

P.S Dla wszystkich pro-brudasów lub zawodowych śmieciarzy: nie jeździsz wyścigu XC na zamkniętej trasie, nie ma obsługi wyścigu, która przejeżdża później trasę i sprząta po królewiczach, a Twoje opakowania po żelach nie znikają automagicznie, wyjebane nań do rowu. Pełen żel z nakrętką (ze zdjęcia) waży 78g. Pusty 8g. Dałeś radę wwieźć go na trasę – dasz radę wrócić z pustym opakowaniem i wyrzucić tam, gdzie jego miejsce – do kubła na śmieci.

Ja wiem, że to bardzo emocjonalne, ale ilekroć widzę w lesie syf, czy – o zgrozo – worki ze śmieciami… Życzę osobie, która ma czelność coś takiego robić, by ktoś ich kiedyś zidentyfikował i wrzucił kontener śmieci do domu. Żeby zobaczyli, że to jednak nie jest takie fajne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *