Dlaczego kupujesz akurat ten rower?

Home »  Trening »  Dlaczego kupujesz akurat ten rower?

Dlaczego kupujesz akurat ten rower?

Sierpień 9, 2019, Kategoria: Trening

Najczęściej odpowiedzią na to pytanie jest: bo mi się podoba.

Innym razem: bo jest szybszy/sztywniejszy/lepszy/agresywniejszy od poprzedniego.

Bo na taki mnie stać.

Ale czy to dobre podejście?

W tym tekście będę rozpatrywał tylko rowery szosowe. Z bardzo uproszczonym podziałem na 3 główne segmenty:

  • rowery wyścigowe
  • rowery aero
  • rowery endurance

Jaka jest pomiędzy nimi różnica i dlaczego większość z nas powinna wybierać rowery z geometrią endurance? O tym niżej.

Jak już kiedyś pisałem, w przypadku rowerów MTB, ma on działać w trudnych warunkach. Więc warto zainwestować w wyższe grupy osprzętu, dedykowane bardziej specyfice wyścigowej aniżeli rekreacyjnej. Bo niższe grupy nie będą dobrym rozwiązaniem dla kilkunastu godzin treningu tygodniowo i dodatkowego batożenia w niedzielę na wyścigu. Zeżre Cię eksploatacja. Poczujesz, że to za miękkie, sprężyna za słaba, za wolne, za słabo hamuje. Tutaj niezawodny i trwały sprzęt ma znaczenie.

Inaczej jest w przypadku rowerów szosowych. Pomijając skrajne warunki deszczu, piasku i chlapy – sprzęt nie musi być najwyższej półki.

Oczywiście fajnie wygląda, gdy masz Dura-Ace czy REDa (i też fajniej działa), ale nie zawsze tego potrzebujesz. Dlatego maksyma:

rower MTB ma działać, szosa ma wyglądać

sprawdza się tutaj idealnie.
Jaki rower szosowy kupić? Najładniejszy (według Ciebie), na jaki Cię stać. Osprzęt to sprawa drugorzędna.

Różnice w geometrii ramy są zgoła bardziej istotne.

Pomyśl o tym, że rowery o charakterystyce wyścigowej budowane są dla 20-letniego zawodowego kolarza, który spędza na rowerze kilkanaście godzin tygodniowo, robi kilkaset kilometrów, jest silny, gibki, rozciągnięty. Jest w stanie dłużej tolerować tą agresywną pozycję.

Amator czy nawet zawodowy amator również spędza na rowerze kilkanaście godzin tygodniowo i robi na nim kilkaset kilometrów, ale nie jest już taki silny i – mocno upraszczając – wysportowany. Bo nie ma na to aż tyle czasu. Dodatkowo ma na karku kilka lat więcej (o ile nie kilkanaście). I najważniejsze – nikt mu nie płaci, że “tolerowanie niewygodnej pozycji”.

Zdarzyć się może zatem, iż ten wyścigowy rower będzie sprawiał mu ból. Wygląda świetnie, nie ma żadnej podkładki pod mostkiem – jest nisko. Jest szybki, agresywny, sztywny, chamski. Jest zawodowy. Ale najbardziej podoba Ci się w momencie, gdy zsiądziesz z niego po wyścigu. Bo wtedy przychodzi ulga. Lędźwie przestają boleć, wraca władza w dłoniach, możesz się wyprostować.

Wzorujemy się na zawodowcach i kupujemy takie rowery jak oni, mimo że bardzo często one nie są dla nas.

Inna sprawa to odpowiedni bike fitting, ale o tym już pisałem. On może rozwiązać część problemów i nieco lepiej dostosować rower do naszego obecnego wytrenowania. Bo to także zmienia się w czasie.

W kwietniu mogę mieć nieco inną pozycję na rowerze niż w lipcu, kiedy jestem w środku sezonu startowego i zmianie uległo moje ciało.

Problem w tym, że bike fitting powinniśmy zrobić przed zakupem roweru, by wiedzieć czego szukać. Ale nie zawsze mamy takie możliwości – ilu znasz bike fitterów, którzy mają platformę do dynamicznego ustawienia pozycji?

Większości z nas wystarczy geometria endurance. Bo i można się na tym pościgać (nie startujemy w Mistrzostwach Świata, tylko Mistrzostwach Obornik do cholery), a i wygodnie przejechać 100-200km bez większego bólu.

Ale Damian, co Ty pieprzysz – przecież sam rok temu kupiłeś rower AERO.

Kupiłem. Bo mi się podobał.

Sprawia mi trochę bólu, przez mocno wyciągniętą, agresywną pozycję. Ale jest skurwysyńsko szybki. I to na ciężkich kołach.

Z resztą – zobacz jak na nim jeżdżę, żeby było szybko:

Obraz może zawierać: rower, niebo i na zewnątrz

Zdjęcie: Tadziu Olszewski

Jest sztywny, chamski, zdecydowanie nie tłumi dziur na naszych drogach. Ma być szybki i jak najlepiej przekładać siłę podczas naciskania na pedały w przyspieszenie.

Ten rower nie jest dla mnie, ale go lubię. Mam jako-taką mobilność, którą wypracowałem przez zimę, gorset mięśniowy w niezgorszym stanie, więc jakoś sobie na nim radzę. Wiem, że on nie jest dla mnie. Ale lubię nim jeździć. Zmieniłem trochę podejście do roweru szosowego, przez tego Propela. Bo kiedyś szosa była uzupełnieniem treningu MTB. Robiłem na niej 80% zadań.

Teraz nie mam takiego rozróżnienia. Bo ciężko się na nim trenuje.

Gdy rok temu jechaliśmy z Poznania do Szklarskiej Poręby miałem swojego Scotta Speedstera. Rama L. Wygodny, długi rower.

Pomimo zdjęcia podkładek spod mostka, nadal pozwolił mi bez problemu przejechać te prawie 300km.

Na obecnym rowerze nie wiem czy byłoby to możliwe, czy w okolicach Legnicy nie wyszłyby mi lędźwie.

Kilka lat temu na dzień kobiet poszedłem do sklepu Markowe Rowery i kupiłem sobie swoją pierwszą w życiu szosę.

  • nie znałem się na geometrii
  • nie znałem się na osprzęcie szosowym
  • nie znałem się na szerokościach kół
  • nie potrafiłem na nim jeździć.

Wszedłem do sklepu, zobaczyłem tego Scotta:

I z nim wyszedłem. Nie wpadłem jednak na to, by zabrać ze sobą pedały i wrócić nim do domu – więc czekałem na tramwaj. Czekałem tak godzinę, bo była 16:30 i wszystkie były przepełnione.

Osprzęt to Shimano 105 z kompaktową korbą RS505 50/34. Kaseta 11-32. Byłem na nim kilka razy w górach. Hamulce Tektro.

Wygodna pozycja, wąskie jeszcze wtedy opony (23mm, później zamienione na 25). Około 9kg aluminiowego roweru na fabrycznych kołach. Karbonowy widelec i sztyca.

Kochałem ten rower.

Kilka razy złapałem na nim bombę na kolarskim czwartku.

Ponad rok jeździłem nim w pedałach i butach MTB.

Mówi się, że ignorancja to błogosławieństwo. Często się w tym utwierdzam.

Wracając do meritum.

Czym różni się mój poprzedni Scott od obecnego Gianta?

  • wysokością główki ramy
  • długością górnej rury
  • sztywnością
  • wyciągnięciem pozycji

Słowem – geometrią.

Zdjęcie poglądowe:

Widzicie to, czy jeszcze nie?

Dla ułatwienia przy porównywaniu wymienionych na początku trzech typów posłużę się jedną marką – właśnie tajwańskim Giantem.

Model Endurance: Defy Advanced:

Model wyścigowy: TCR Advanced:

Model aero: Propel Advanced:

Dla jeszcze większego ułatwienia, nałożę wszystkie trzy rowery na siebie:

Teraz to widzicie?

Różnice w długości, wysokości główki ramy, kątach, wysokości środka suportu. Niby niewiele, ale różnice w pozycji mogą być diametralne.

Ale dlaczego to właśnie segment Endurance jest odpowiedni dla większości osób?

Z kilku powodów:

  • bardziej komfortowa pozycja
  • “rowery wyścigowe są zaprojektowane do… ścigania. Zastanów się zatem, ile i jak często się ścigasz”
  • są bardziej stabilne
  • są łatwiejsze w prowadzeniu

Ale często nie kupujemy rowerów endurance tylko wyścigowe/aero z bardzo prozaicznego powodu. Są nudne.

Nie wyglądają pro. Nie są “fajne”. Nie podobają nam się.

Ale to się zmienia. Zobacz np. takiego Treka Domane na 2020:

  • wygodny
  • komfortowa pozycja
  • trochę bardziej aero
  • wysoka główka ramy
  • duży prześwit, który umożliwia wstawienie tutaj nawet opon 38c, więc można zrobić z niego lekkiego przełaja
  • wygląda lujsko (to chyba znaczy, że fajny)

A teraz porównaj te modele Speca:

Venge:

Tarmac:

i model endurance – Roubaix:

Wszystkie fajne, ale jakoś tak Tarmac i Venge fajniejsze…

Trek

Madone:

Emonda:

Domane:

I jeszcze na koniec Canyon:

Aeroad:

Ultimate:

Endurace:

Wszystkie rowery są szosowe. Ale jazda każdym z nich będzie sporo się różniła.

Twoja pozycja na nim także będzie odmienna, w zależności od wyboru. Takie same, a takie inne.

Kupujemy agresywne rowery by jeździć szybciej, ale jazda na nich nie sprawia nam przyjemności i nie jesteśmy w stanie wytrzymać w tej pozycji zbyt długo przez co… nie jesteśmy szybsi.

Ale cały ten wywód nie ma na celu wnioskowania o to, by teraz każdy z nas kupował tylko rowery w geometrii endurance. On ma Ci tylko uzmysłowić, że rower powinien być nie tylko ładny i “pro” ale też komfortowy. Na szosie spędzamy o wiele więcej czasu w jednej pozycji niż na innych rowerach – dlatego powinniśmy być w stanie bez większego problemu jeździć w tejże pozycji. Wygodnej pozycji.

Warto też pamiętać o tym, że rowery nie są projektowane z podkładkami pod mostkiem. Te podkładki mają pomóc nam dostosować rower dla nas. Ale może to też wpłynąć na jego prowadzenie. Podobnie jak z mostkiem.

Możesz kupić rower w rozmiarze L i zmienić tam mostek na 60-80mm, żeby bardziej Ci pasował. Ale rower straci na prowadzeniu (szczególnie na zjazdach). Nie będzie się tak pewnie prowadził w zakrętach przy 60km/h jak rower w rozmiarze M z mostkiem 100mm. Dlatego warto jest – jeśli masz taką możliwość – zrobić bike fitting PRZED kupnem nowego roweru.

Zobacz na przykład rowery czasowe. Wiesz jaka jest najlepsza pozycja na tymże rowerze? Taka, w której będziesz w stanie wytrzymać zadany czas wyścigu. Możesz ustawiać się w tunelu aerodynamicznym dla jak najmniejszego oporu/współczynnika CdA, ale co z tego, jeśli nie będziesz w stanie wytrzymać w tej pozycji 30-minutowej czasówki?

KUPUJMY ROWERY, KTÓRE NAM SIĘ PODOBAJĄ

ale zastanówmy się wcześniej, do czego będziemy ich używać

P.S Sprzedam rower – Giant Propel Advanced 1 w rozmiarze M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *