Moja kolarska droga

Dzień dobry

Na imię mam Damian i lubię jeździć na rowerze.

Nie jest jednak tak, że jeździłem na nim od dziecka – co prawda w młodych latach dużo jeździłem na składaku, zmodyfikowanym rowerze którego ochrzciliśmy nazwą “flinston” (trójkołowiec na którym klęczało się jedną nogą, a drugą odpychało), a po komunii – na góralu. Ale na żadnym etapie życia rower nie był tym, czym jest dla mnie od ostatnich czterech lat. Zacznijmy jednak trochę dalej.

W lutym 2012 roku ważyłem 95 kilogramów. Garnitur, który zakupiłem dwa miesiące wcześniej na studniówkę był ogromny. Mniej więcej w kwietniu doszedłem do wniosku, że jest bardzo źle. Od zawsze byłem grubszy niż rówieśnicy, ale nie przeszkadzało mi to zbytnio w byciu bardzo aktywnym nastolatkiem. Uwielbiałem sporty zespołowe takie jak piłka nożna (w wydaniu halowym), koszykówka, piłka ręczna, siatkówka. W okolicach gimnazjum fascynowałem się czymś co określa się mianem “freestyle football’u”. To wykonywanie różnych “trików” podczas żonglerki piłką nożną. Nie byłem w tym najlepszy, ale byłem dobry. I chciałem stawać się lepszy, więc cały czas trenowałem i stopniowo dążyłem do swojego celu.
I gdy postanowiłem, że chciałbym schudnąć, podszedłem do tego w najgorszy możliwy sposób. Drastycznie uciąłem spożywane kilokalorie (przez pewien czas byłem na diecie 1000kcal, pracując 8-10h dziennie i dodatkowo biegając lub jeżdżąc na rowerze 40-60 minut dziennie). Jednak najgorsze było to, że zacząłem spożywać suplementy wspomagające odchudzanie. Ta “dieta” i mnóstwo tabletek doprowadziły do tego, że jeszcze teraz (a minęło już kilka lat), mój metabolizm jest rozchwiany, a organizm nie reaguje jak u innych.

Mimo to, tabletkami i głodówką schudłem 25kg w nieco ponad pół roku. Przez pewien moment było to nawet 29kg, ponieważ kilka dni na wadze utrzymywało się 66kg.
Byłem kimś, kogo określa się pojęciem “skinny fat”. Wszystko dlatego, że za część spadku wagi odpowiadało wypalenie tkanki mięśniowej. Kilogramy i centymetry się zmniejszyły, ale w większości kosztem mięśni a nie tłuszczu.

Następnie nadszedł czas zakupu swojego pierwszego roweru za własne pieniądze. Był to Kross Hexagon X7 z 2013 roku. Kupiłem go z zamiarem dojeżdżania do pracy, później zmieniło się to w jazdę “lasem po górkach” i ostatecznie doprowadziło do pierwszych startów w wyścigach. Oborniki MTB, Gogol MTB Skoki i Bike Challenge na dystansie 50km. Było mi mało. Ale czułem też, że ten rower niekoniecznie nadaje się do ścigania. Dlatego w sierpniu 2015 sprzedałem go i kupiłem Kellysa Gate 50 na 29” kołach – wtedy była to jeszcze nowość. Napęd XT 2×10, widelec RS Reba. Wystartowałem na nim w tamtym roku już tylko na Bike Challenge, gdzie poprawiłem zeszłoroczny czas o ponad 40 minut. Nadal “trenowałem” tylko jeżdżąc nad jezioro Strzeszyńskie i z powrotem, wykręcając codziennie około 50km.

W październiku 2015 zrobiłem też coś, co prawdopodobnie było początkiem mojej “kariery kolarskiej”. Zapisałem się na Beskidy MTB Trophy na krótkim dystansie. Nigdy wcześniej nie startowałem w górach, nie wiedziałem czym są przewyższenia. W czerwcu kolejnego roku liczyłem, że pierwszy etap – 56km i 1900m w pionie – pokonam w nieco ponad dwie i pół godziny – wszak 50km w Poznaniu zajmuje mi średnio dwie.

Jak bardzo się myliłem uzmysłowiłem sobie gdy po dwóch godzinach miałem przejechane bodajże 30 kilometrów tamtego dnia.

Nie byłem przygotowany ani technicznie, ani wydolnościowo. Ale jazda sprawiała mi ogromną frajdę i cieszyłem się tym, pomimo tego że spałem w szkole na karimacie, miałem tylko jeden komplet stroju, który codziennie prałem. Po ukończeniu powiedziałem sobie, że na pewno wrócę za rok.

Jednocześnie po powrocie górki w wielkopolsce zdawały się jakieś bardziej płaskie. Nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z tego, że w ten sposób zacząłem kolekcjonować doświadczenia. Doświadczenia, które bardzo zaprocentują w przyszłości.

Do kolejnej edycji Beskidy MTB Trophy zacząłem przygotowywać się już w listopadzie. Zaopatrzyłem się w zegarek z pomiarem tętna i chodziłem na siłownię. Mniej więcej w tym czasie (listopad 2016), Nino Schurter zaczął wypuszczać filmy ze swoim treningiem na Youtube. Starałem się wykonywać te same ćwiczenia. Problem polegał na tym, że remont mieszkania, rozpad związku i ogólna niechęć i brak motywacji sprawiły, że moja waga wzrosła wtedy do 86kg. I cały czas rosła, ponieważ w grudniu dobiłem do 91kg. Historia się zatoczyła, “wróciła” moja gorsza wersja.

 31 grudnia 2016 powiedziałem sobie, że od jutra zmienię siebie. I pewnie, to takie trochę „zacznę dietę od poniedziałku”, ale chciałem zacząć równo 1. stycznia. Wtedy też rozpocząłem projekt 365 zdjęć (publikowanie jednego zdjęcia dziennie, zrobionego tego samego dnia). Wypowiedziałem wtedy magiczne „W 2017 stworzę najlepszą wersję siebie”.

Zacząłem od wyliczenia makroskładników i kaloryczności, oczywiście poniżej tego, co robiłem, bo chciałem stosunkowo szybko wrócić do formy, zmienić coś w swoim życiu i być lepszym człowiekiem. Ale waga była tylko jednym z elementów, trybików, które miały mi pomóc w tworzeniu tej najlepszej wersji siebie. Docelowo do startu w Beskidy MTB Trophy miałem ważyć już 73kg.

W marcu dostałem propozycję dołączenia do amatorskiej drużyny kolarskiej FTI Racing Team i projektu treningowego FTI Sport. Ważę 83kg, bez wahania się zgadzam.

Po niecałych dwóch miesiącach pracy z trenerem wracam do Obornik na maraton MTB. Dojeżdżam na 91 miejscu – w 2016 ukończyłem jako 229 uczestnik.

Później było zgrupowanie MTB w Sokolcu gdzie byłem jeszcze kluchą i docelowy start o priorytecie A w Beskidach na MTB Trophy.

To ile mogą dać 4 dni zgrupowania jest niesamowite, bo podszlifowałem wtedy mocno swoją technikę i poprawiłem wydolność.

Waga wskazuje 77kg, więc o 4kg za dużo w stosunku do planowanej wagi startowej i o 5kg więcej niż w ubiegłym roku. Pierwszy dzień miał mi pokazać, gdzie jestem. I pokazał sporo. Również drugi, trzeci – po którym nie mogłem chodzić ze względu na bardzo słaby mięsień pośladkowy, który swoją pracę przekazał na kolano – ono nie było przygotowane na takie obciążenia – oraz czwarty etap. Klasyfikację generalną kończę na 109 miejscu (20 w M2) z czasem 17 godzin. To o 3 godziny szybciej, niż rok wcześniej. Ten sam rower, trochę inna głowa, 5kg więcej.
Po powrocie postanowiłem sprzedać swój rower na części i kupić karbonową ramę. Złożyłem wtedy swój pierwszy “pro” rower na ramie Accent Peak Carbon. Startuję na nim do dziś z kilkoma zmianami.

W drugiej części sezonu wystartowałem jeszcze w kilku wyścigach, ale nie było tam żadnego szczytu formy. Najlepszy osiągnięty wynik to 10. miejsce Open i 5 w kategorii wiekowej w inauguracyjnej edycji Śnieżnik MTB Challenge. Co ciekawe od tamtego startu jestem “twarzą” tego wyścigu na ich stronie www:

…gdzie widać jak podpieram się nogą na podjeździe, bo uślizgnęło mi się koło na kamieniach.

W 2017 dodatkowo na dzień kobiet kupiłem sobie swój pierwszy rower szosowy. Rower, który miał być jedynie narzędziem treningowym. Nie trwało to jednak długo, ponieważ we wrześniu wystartowałem w swoim pierwszym Kolarskim czwartku. Szybko dostałem dubla, bo nie miałem pojęcia o jeździe w grupie i jeszcze to do mnie nie przemawiało.

Rok kończę rozpoczęciem kolejego cyklu przygotowania treningowego, teraz już z zimą przepracowaną pod okiem trenera.

W grudniu generuję 250W mocy na progu. Chwilę wcześniej ukończyłem cykl szkoleń na instruktora Indoor Cycling w formule FTI Cycling. Chwilę później prowadzę swoje pierwsze zajęcia i 2018 upłynął właśnie pod ich znakiem.

Rok 2018 był bardzo podobny. Różnicą był brak startu w Beskidy MTB Trophy na rzecz Bike Adventure w parze mieszanej ze znajomą. Zajęliśmy tam 6. miejsce.

W kwietniu start w Obornikach, ale na długim dystansie. Dojechałem na 20. miejscu open i 10. w kategorii wiekowej.

Maj to zgrupowanie w Sokolcu, pierwszy start w górach na Pucharze Strefy MTB Sudety w Głuszycy. Czerwiec to Bike Adventure i start w Wyścigu Indywidualnym na Czas w Obornikach, gdzie pierwszy raz w życiu stanąłem na podium. Zająłem 3. miejsce. Dodatkowo w teście FTP uzyskuję 309W – 59W więcej po pół roku pracy.

W lipcu wraz z kilkoma innymi osobami przejechaliśmy na rowerach szosowych dystans z Poznania do Szklarskiej Poręby (290km), by następnego dnia wystartować w wyścigu Rowerem na Szrenicę. Dojechałem 14. open i 7 w kategorii wiekowej, ale to nie jest ważne. Zrobiliśmy to w celu charytatywnym.

Dalsza część sezonu to kilka startów w cyklu Solid MTB Maraton i Kolarski Czwartek. Przez kolejne 2-3 starty albo dostawałem dubla albo nie byłem w stanie ukończyć zmagań na torze ze względu na tzw. “bombę”.

Czasówka drużynowa w Krzywiniu, Wyścig na czas parami w Żmigrodzie, gdzie drugi raz staję na podium i Ring Rowerowy Dookoła Poznania, który jadę w roli instruktora/prowadzącego grupę. Chwilę wcześniej poszerzyłem uprawnienia instruktorskie do prowadzenia zajęć Outdoor i uzyskałem Certyfikat Jakości Instruktora.

Wrzesień upłynął pod znakiem startów MTB i czasówkach na Torze Poznań.

Zmieniłem także rower szosowy. Z Scotta o geometrii endurance przesiadam się na rower wyścigowy aero Giant Propel Advanced. Wystartowałem na nim dwukrotnie na czasówkach i za drugim razem ustanowiłem własny rekord życiowy.

Koniec sezonu, powrót na salę indoor cycling. W tym roku jednak nie rozpoczynam przygotowań do kolejnego sezonu ze względu na bardzo dużą ilość zajęć na sali.

W październiku lecę na urlop na Majorkę, gdzie 3 dni poświęcamy na “turystykę rowerową”.

Listopad i grudzień to “stagnacja formy” poprzez prowadzenie 5h indoor cyclingu tygodniowo.

Od stycznia redukuję tę liczbę i rozpoczynam współpracę na planie indywidualnym z jednym z najlepszych trenerów w kraju.

Przygotowuję się do startu w maratonie MTB w Obornikach, ale głównym celem na ten sezon jest Bike Adventure.

Przez błędy i kraksę w Obornikach nie poprawiam wyniku (dojeżdżam 20. open i 9 w kategorii wiekowej).

Zgrupowanie MTB w Sokolcu, dodatkowo w nowej funkcji jako trener pomocniczny. Bo w sierpniu poprzedniego roku rozpocząłem ścieżkę rozwoju jako trener kolarstwa. Podczas startu w Głuszycy zajmuję 5. miejsce w kategorii wiekowej.

Maj to także kilka startów podczas Kolarskiego Czwartku, gdzie dojeżdżam w głównej grupie, inicjuję ucieczki, jeżdżę aktywnie z przodu. Nie ma mowy o odpadnięciu, dublu czy bombie. Nie liczę na wynik, ponieważ chcę się tam świetnie bawić, uczyć i pracować na bardziej doświadczonych kolegów z drużyny.

Początek czerwca to drugi start w Mistrzostwach Obornik w Jeździe Indywidualnej na Czas.
Pierwszy raz w życiu staję na najwyższym stopniu podium i zgarniam tytuł Mistrza Obornik.

Bike Adventure przejeżdżam nieco zachowawczo i z delikatnym zapasem. Wynikiem tego jest 6. miejsce w kategorii wiekowej, co w przypadku tej imprezy oznacza ostatni stopień podium (ze względu na patronat UCI).

Krótka przerwa, zakończenie współpracy z trenerem i próba pracy na własny rachunek.

Moje FTP wynosi 320W, waga waha się między 75 a 77kg.

W lipcu nadal startuję w Kolarskim Czwartku i Wtorkowej Czasówce. 

W sierpniu robię to samo, a dodatkowo organizuję dwie imprezy. Jedna to kameralne Mistrzostwa FTI Racing Team w Cross Country, gdzie zajmuję 2. miejsce. Zająłem się całą organizacją tego wydarzenia od wyznaczenia trasy, po jej oznaczenie, bufet, rejestrację uczestników, afterparty i nawet puchary.

Kolejna to Ring Rowerowy Dookoła Poznania. Podobno ludziom bardzo się podobało i organizacja była “na medal”.

Po ringu wystartowałem w Eliminatorze Szosowym w Dopiewie, gdzie zająłem 1. miejsce w kategorii wiekowej.Dodatkowo kilkukrotnie wystartowałem na Kolarskim Czwartku i w zasadzie skończyłem sezon. “Roztrenowanie” wspomogła choroba, która wykluczyła mnie na dwa tygodnie z jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Na sam koniec wystartowałem jeszcze w Finale Kolarskich Czwartków.

Zastanawiasz się pewnie, po co to wszystko piszę lub – dlaczego Ty to czytasz.

Zauważ, że w żadnym miejscu tego tekstu nie pojawia się żadna informacja o sponsorach czy partnerach mojej ścieżki rozwoju.

Od samego początku, zapewne do końca którego nie przewiduję, finansuję wszystko sam. Bo to moje hobby.

Co prawda zdarzają się dobrzy ludzie i firmy jak ALE, HeroShop czy Bapco, które wsparły mnie w jakikolwiek sposób, jednak nie był to stricte sponsoring.

I w zasadzie nieważne co by się dalej działo, czy uda mi się nawiązać z kimś współpracę czy nie – będę robił to nadal. Bo uwielbiam ten rower.

Ostatnie dwa sezony nieco poważniejszej zabawy w kolarstwo, bo nie mogę zapominać że wciąż jestem amatorem i jest to zabawa, to koszt około 25.000zł za jeden sezon. Dużo czy nie – możesz ocenić to sam. Dopóki stać mnie na to, będę to robił jak najdłużej będę mógł.

Wymyśliłem sobie jednak, że chciałbym wystartować w Mistrzostwach Świata – UCI GranFondo. Miałem ku temu niebywałą okazję, gdy były one organizowane w tym roku w Poznaniu, jednak nie miałem sposobności zdobycia kwalifikacji.

Przyszłoroczne mistrzostwa organizowane są w Vancouver w Kanadzie. 

Wcześniej konieczne jest zdobycie kwalifikacji. W Europie można to zrobić w Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Włoszech, Słowenii i kilku innych miejscach.

Nie uda mi się jednak osiągnąć tego bez dodatkowego wsparcia. I to nie jest tak, że MUSZĘ. Bo gdyby tak było, nie byłbym w miejscu, w którym znajduję się teraz. Niczego nie musiałem.

Jeżeli nie uda mi się pozyskać żadnej pomocy z zewnątrz – mój cel zapewne opóźni się o 2-3 lata i wystartuję w tych mistrzostwach w 2021 lub 2022 roku. Pełen luz.

Fajnie jednak byłoby mieć tak ambitny cel na 2020 rok i już w nim podjąć wyzwanie w Kanadzie.

W zasadzie każda forma pomocy – niekoniecznie pieniężna – byłaby w stanie przybliżyć mnie do tego celu już w przyszłym roku. Wsparcie sprzętowe, wsparcie startowe, “odżywkowe” – każdy ten element sprawi, że będę bliżej Kanady. Łebski ze mnie gość, dlatego jeżeli chciałbyś dowiedzieć się, jaki pomysł miałbym na współpracę z Twoją firmą – daj znać.

Mam też sporo innych planów na przyszły rok, ale o tym później.

Nie mam przeszłości czy historii sportowej, gdzie mój tata czy dziadek byli zapalonymi sportowcami. Nie mam też predyspozycji, czy talentu. A dodatkowo pracując nie mam też aż tyle możliwości rozwojowych i pewnie jestem już za stary na jakiekolwiek „ważniejsze wyniki”. Ale wiem, że mogę dużo i pokazały mi to poprzednie lata. Co czeka mnie w przyszłości? Jeszcze nie wiem, ale wiem że będzie to coś dobrego.

Do zobaczenia!

0 comments on “Moja kolarska drogaAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *