Trening

Psychologia wyniku i nastawienie w amatorskim sporcie

Wzorujemy się na zawodowcach. Chcemy być coraz lepsi, oglądając kolejne zawody pucharu świata, mistrzostwa świata, wielkie Toury. Trenujemy coraz więcej, by osiągać coraz lepsze wyniki i podnosić swoje parametry treningowe. Zaczynamy przykładać większą wagę do naszej diety, kompozycji naszego ciała. Odchudzamy siebie, sprzęt. Następnie sprawdzamy nowe metody, ładowanie węglowodanami, wysycenie, taperowanie przed zawodami, nowe jednostki treningowe, nowe bodźce.

Zapominamy jednak o bardzo istotnym elemencie całej tej układanki w drodze do odwzorowania zawodowego zawodnika – o życiu.

Zawodnik, który wychodząc na trening wychodzi do pracy, ma pełen komfort na jego realizowanie. Trener przygotował plan treningowy, dietetyk powiedział, co trzeba zjeść przed i po, dla lepszej regeneracji. Po powrocie odpoczynek, kolejny posiłek, następnie druga jednostka treningowa. Pomiędzy wspomaganie regeneracji drzemkami, stymulatorami, dobrym jedzeniem, masażem. Sesja z psychologiem sportowym, znów jeść i spać.

Oczywiście to duże uproszczenie i życie „zawodowca” nie wygląda stricte tak, ale mamy jego ogólny ogląd.

Teraz spójrz na swoje życie.

Wstajesz rano, szykujesz siebie i (jeśli masz) dzieci do pracy. Dojeżdżasz do miejsca zatrudnienia, „siedzisz” tam 8 godzin i wracasz do domu. Wyprowadzasz psa, jesz obiad, idziesz na trening. Po treningu trzeba zaplanować kolejny dzień, naprawić kran, spędzić czas z rodziną, pójść na zakupy. Śpisz 5-6-7 godzin. Dietę masz odpowiednią, ale siedzący tryb życia (o ile pracujesz w biurze), już w pewnym stopniu Cię ogranicza. Niby śpisz i czujesz się dobrze, ale mogłoby być lepiej. Ale masz ważny projekt do skończenia, dodatkowe obowiązki.

Zobaczyłeś kiedyś u znajomego elektrostymulator, który wspomaga regenerację, a i rozgrzewkę można dzięki niemu wykonać. 2000zł, ale to w końcu dla lepszej regeneracji.

Raz na dwa tygodnie jedziesz na zawody, trenujesz sporo, więc wyniki masz już na przyzwoitym poziomie. Ty jednak chciałbyś więcej. Chciałbyś być w Top3 OPEN. Trenujesz więc jeszcze więcej, trochę zaniedbujesz przez to pracę, rodzinę, sen. Trenujesz, ale efektów nie ma. Znów jesteś 12 i 7 w kategorii. Tak blisko, a jednak tak daleko, bo zawodnik z 1. miejsca „włożył” Ci 12 minut. Przepaść. Jak on to robi?

Zazwyczaj:
– ma lepsze geny
– ma przeszłość sportową
– stworzył sobie lepsze warunki do rozwoju w tej dyscyplinie.

Często spotykany jest szczególnie drugi warunek, gdzie ktoś taki od najmłodszych lat trenował w kolejnych klubach i zakończył swoją karierę na Orlikach, ale teraz wraca i w wieku 32 lat gromi wszystkich wkładając im kilka minut. Nie jest to jednak regułą.

Co chciałbym Ci przekazać to to, że Twoje ambicje powinny być wprost proporcjonalne do warunków, które jesteś w stanie sobie wytworzyć. Niezależnie od tego, czy masz rodzinę czy nie, czy masz dodatkowe obowiązki, czy możesz poświęcić swój cały czas wolny na trenowanie. To wciąż jest sport na amatorskim poziomie (bo o nim tutaj piszę), a Ty zwyczajnie wyżej dupy nie podskoczysz.

Dojście do jednego z pierwszych kamieni milowych każdego amatora, czyli uzyskanie wartości 4W/kgmc nie jest trudne. Dwa lata regularnej pracy i jesteś w stanie to osiągnąć. Jeśli nie pracowałeś nigdy wcześniej regularnie i systematycznie.
Każda kolejna wartość powyżej tego wymaga od nas więcej:
– zaangażowania
– czasu
– regeneracji
– lepszego odżywiania
– lepszego sprzętu
– zgrupowań zagranicznych zimą
i tak dalej…

Bo – i w zasadzie obowiązuje to w każdej dziedzinie życia – im wyżej tym trudniej. Nasz postęp nie rośnie liniowo, więc jeżeli uda Ci się poprawić Twój współczynnik FTP po pierwszym roku pracy o 50W, nie oczekuj, że w drugim roku będzie to tożsame. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że w ciągu pierwszej przepracowanej zimy podniosłem swój próg FTP o 60W. Kolejny sezon i systematyczna praca przez zimę dała kolejne 20W.

Spróbuj domyślić się, jakie było moje zdziwienie gdy po kolejnej przepracowanej zimie, trenowaniu po 14-16 godzin tygodniowo, mój próg poprawił się o… 7W. Nigdy w życiu nie trenowałem tak ciężko, a poprawiłem się dzięki temu tylko o 2,5%. Dwa i pół procenta za rok ciężkiej pracy. Byłem załamany.

Okazało się jednak, że FTP to nie wszystko, bo przez ten czas poprawiłem znacząco technikę swojej jazdy, byłem w stanie jechać dłużej w danej strefie, jeździłem mądrzej i wydajniej. Czasami liczby to nie wszystko 🙂

Choć bardzo nie lubię, przytoczę tutaj swój post sprzed przygotowań do Bike Adventure: Oczekiwania względem czasu

Oczekiwania rosną. Nie satysfakcjonuje Cię już miejsce w Top30, jeśli na ostatnim wyścigu byłeś 15 i 5 w kategorii. I to jest ta gorsza rzecz. Bo bardzo łatwo możesz stać się przez to więźniem własnych ambicji.

APETYT ROŚNIE W MIARĘ JEDZENIA, A OCZEKIWANIA W MIARĘ POSTĘPU. I TO JEST DOBRE. TYLKO NIE DAJMY SIĘ IM ZATRACIĆ, BO MOGĄ ODEBRAĆ NAM CAŁĄ RADOŚĆ Z PASJI, KTÓRĄ PIELĘGNUJEMY.

Dlatego jeżeli masz kryzys motywacyjny, pojawił się w Twoim życiu problem z dyscypliną, z wyjściem na trening (bo nie widzisz w tym już sensu, skoro nie jesteś w stanie być coraz lepszy), na początek uporządkuj sobie wszystko w głowie. Odpocznij. Nie zmuszaj się do niczego.

Mnie kosztowało to dwumiesięczną przerwę w treningach, kryzys, przetrenowanie i spadek do poziomu sprzed trzech lat (pod względem generowanej mocy).

Jednak dzięki temu, że uporządkowałem sobie wszystko w głowie, zmieniłem oczekiwania na przyszły sezon. Chcę znów czerpać radość z jazdy, bo jestem tylko amatorem i pracuję „na etacie” po 10h dziennie. Nie mam możliwości rozwojowych jak zawodnik elity, nikt mi za to nie płaci, a ja jestem już za stary, by osiągnąć cokolwiek w „zawodowym peletonie”. Więc mam teraz pełen luz i wracając na wyścigi, chcę się tym bawić.

Tego życzę sobie i Wam na najbliższy sezon a i nawet dalej. Bo ambicje są dobre, o ile nie są chore i zbyt wygórowane. Bo czasami wyżej dupy nie podskoczysz. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *