Trening

To by było na tyle…

…jeżeli chodzi o ściganie.

Dotarcie do obecnej świadomości kosztowało mnie chorobę, przetrenowanie i całkowite porzucenie roweru wynikające z niechęci do niego.

Co prawda na początku 2020 na chwilę wróciłem do trenowania, jednakże stan pandemii był dla mnie kolejną wymówką do zaprzestania. Ale chociaż wymieniłem kilka części w rowerze MTB, bo miałem pretekst.

Ostatnie cztery lata poświęciłem na swój rozwój – zarówno fizyczny jak i umysłowy. I nie żałuję tego czasu. Poprzedni rok był dla mnie sporym wyzwaniem, które jednak pozwoliło mi na dotarcie do poziomu, w którym zacząłem liczyć się w szosowym peletonie czy stawce MTB. Pojawiły się pierwsze plastikowe puchary.

Jednakże ostatnie pół roku bicia się z myślami, poczucia winy i “docierania” się z rowerem uświadomiło mi, iż trenowanie (siebie i innych) czy ściganie nie jest czymś, co chcę w życiu robić. I choć uwielbiam cyfry z treningu i analizowanie wykresów, nie jest to coś, co sprawia mi obecnie radość. Teraz cyfry muszą zgadzać się jedynie pod kątem zrobienia deficytu kalorycznego celem zjedzenia loda czy ciastka.

W maju tego roku dotarłem do momentu, w którym wiem, że to wyjście na rower, nie natomiast klepanie jednostki treningowej, sprawia mi największą frajdę.

Wolę przejażdżkę z narzeczoną na lody czy poznawanie starych-nowych ścieżek z kumplem (w tempie jeszcze konkretnym) niż klepanie podjazdów, sweet spota lub VO2Max. I jest mi z tym cholernie dobrze. W końcu. Bo od listopada żyłem w poczuciu winy, że coś tracę, zaprzepaszczam.
Moment, w którym zdasz sobie sprawę, że „nie musisz”, a po prostu chcesz, jest jednym z najpiękniejszych w życiu. Być może będzie kosztowało Cię to przetrenowanie, spadek formy czy nawet rezygnację z czegoś, co do tej pory lubiłeś robić (lub tak uważałeś). Ale moment „uwolnienia” jest tego wart. Polecam ze swojego doświadczenia. I choć moja zawodnicza przygoda trwała stosunkowo krótko, z pełną świadomością mogę powiedzieć, że przechodzę na emeryturę. Więc jeżeli zobaczysz “trzepaka” w obcisłych gaciach i zwykłym t-shirt’cie na karbonowym rowerze do ścigania – bardzo prawdopodobne, że będę to ja. A teraz wracam do robienia głupich (ale pożytecznych!) rzeczy, jak np.: Poznań-Śnieżka – rowerowa przygoda i akcja charytatywna. https://www.facebook.com/events/289746125411730/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *